Dawid Konarski: „Dla klubu to wspaniały sukces”

Aluron CMC Warta w ćwierćfinale pokonała Asseco Resovię, a w kolejnej rundzie, choć stawiała kędzierzynianom trudne warunki, ostatecznie przystąpiła do walki o brązowy medal, w decydujących meczach pokonując PGE Skrę. „Do walki o złoto zabrakło jednego meczu z kędzierzynianami, ale myślę, że brąz, dla zawodników oraz klubu to wspaniały sukces” – mówił Dawid Konarski.

Aluron CMC Warta Zawiercie i PGE Skra Bełchatów rywalizację o brązowy medal toczyły co trzy dni, co powodowało, że zespoły nie miały czasu na trening, a z każdym kolejnym meczem ciężej było zaskoczyć czymś rywala. O zwycięstwach decydowały pojedyncze akcje, a także dyspozycja w polu zagrywki, gdzie tylko w czwartym meczu bełchatowianie posłali sześć asów serwisowych, a zawiercianie dziesięć. „Trochę się uśmiechałem do Karola Kłosa, bo już nie mogliśmy na siebie patrzeć. Znamy się kopę lat. Teraz graliśmy co trzy dni i jeszcze w trzech spotkaniach były tie-breaki, więc nawet oglądanie wideo było lekką mordęgą, bo tak naprawdę wiedzieliśmy wszystko kto co i jak robi. Tylko indywidualne zagrania mogły tutaj decydować, jakieś zagrywki do linii czy niesamowite akcje w obronie i myślę, że tak się działo. Mimo, że w czwartym secie prowadziliśmy kilkoma punktami to w pole serwisowe wszedł najpierw Dick Kooy, a później Aleksandar Atanasijević i to przeważyło, że tę odsłonę wygrali bełchatowianie. Natomiast my dobrze zaczęliśmy tie-breaka, bodajże zrobiło się 4:1 i już nie wypuściliśmy zwycięstwa, co jest najważniejsze. Teraz mam tylko nadzieję, że w najbliższych dniach nie będą nam się śnić bełchatowianie” – mówił Dawid Konarski.

Dobra gra w polu zagrywki dawała Jurajskim Rycerzom szansę na grę blokiem, gdzie dziesięć razy zatrzymali rywali, a także zanotowali tyle samo wybloków, które pozwoliły na grę w obronie i kontrataku. Na przestrzeni całego sezonu podopieczni Igora Kolakovicia starali się stwarzać sobie szansę do gry, walcząc o każdą piłkę. „Na pewno widać było to stare powiedzenie, że kto zagrywa ten wygrywa. Wiedząc, że PGE Skra ma naprawdę dobrych środkowych, Karola Kłosa i Mateusza Bieńka, trzeba było ich odrzucić od siatki, ale mieli też problemy z przyjęciem zagrywek, więc to wykorzystaliśmy. Myślę, że bardzo dobrze w każdym, nawet tym przegranym, spotkaniu taktycznie trzymaliśmy się tych stref, gdzie mieliśmy serwować. Jak jest zagrywka, to jest blok, potem kontratak i nie pozostaje nic innego jak ryzykować, atakować po palcach i wygrać. Taki był plan i to się udało” – dodał atakujący Aluron CMC Warty Zawiercie.

Cel został spełniony

Aluron  CMC Warta Zawiercie pewnie wykorzystywała swoje szanse na kolejne ligowe zwycięstwa, choć nie brakowało kontuzji, jak choćby w ćwierćfinale TAURON Pucharu Polski, gdzie trener Igor Kolaković nie miał do dyspozycji ani jednego rozgrywającego. Jak mówią sami Jurajscy Rycerze celem na ten sezon było miejsce w pierwszej czwórce, a szeroka ławka oraz zespołowość tylko pomogły w spełnieniu założenia. „Myślę, że sezon był naprawdę bardzo pozytywny. Trochę szkoda, że przydarzyły nam się kontuzje, zwłaszcza te rozgrywających podczas Pucharu Polski, gdzie nie mogliśmy zagrać w pełnym składzie, ale pokazaliśmy charakter do samego końca i graliśmy mimo przeciwności. Teraz też musieliśmy sobie radzić bez Uroša Kovačevicia, który ma kontuzję kostki, ale wszedł Piotrek Orczyk, zagrał dobre spotkanie i w kluczowych momentach nie wstrzymywał ręki. Nawet gdzieś tam po cichu powiedziałem sobie, że jeśli Piotrek idzie i zagrywa asa, to już na pewno ten mecz wygramy, tak też się stało, więc można powiedzieć, że jestem prorokiem. Wiemy w jakim celu ta drużyna została zbudowana, jak trenujemy, także czemu mieliśmy niżej celować. Na początku chcieliśmy postawić ten najważniejszy krok, czyli wygrać ćwierćfinał, bo to już dawało dwie szanse na medal. Do walki o złoto zabrakło jednego meczu z kędzierzynianami, ale myślę, że ten brąz, dla nas zawodników oraz klubu to wspaniały sukces, więc na pewno teraz jest czas na świętowanie” – podsumował Dawid Konarski.

Szansa na odbudowę

W sezonie 2020/2021 Dawid Konarski grał w drużynie z Radomia, ale jego zespół ostatecznie zajął dopiero dwunaste miejsce i w poszukiwaniu kolejnych wyzwań zdecydował się na zmianę klubu. Gdy włodarze zawierciańskiego zespołu informowali o podpisaniu kontraktu z Dawidem Konarskim w środowisku siatkarskim pojawiło się wiele niepewności dotyczących tego zawodnika, atakujący szybko stał się jednak podstawowym ogniwem, rozgrywając trzydzieści pięć meczów. Dołożył do konta drużyny pięćset dwadzieścia dwa punkty, a indywidualnie zdobył osiem statuetek MVP, z czego trzy w rywalizacji właśnie o brązowy medal z PGE Skrą Bełchatów. „To tylko jacyś amatorzy musieli się wypowiadać, ale nie zbawię całego świata. Cieszyłem się, bo kontrakt podpisywałem jako jeden z ostatnich, więc wiedziałem jak ta drużyna będzie wyglądać i zdawałem sobie sprawę, że z tą ekipą możemy powalczyć o medale, tak też się stało i mamy brąz. Dla mnie osobiście był to fajny sezon, ale przede wszystkim cieszy wynik drużynowy, bo można grać super, zdobywać dużo punktów jak choćby Wassim Ben Tara i być na granicy spadku z ligi, więc nie o to chodzi. Cieszę się, że z dwunastego miejsca w Radomiu udało się wejść na trzecie, to jest progres dziewięciu lokat, więc nie jest tak źle. Chciałbym już zawsze walczyć w drużynach, które biją się o coś, a nie tylko o to by być w play-offach. Wtedy życie potoczyło się tak jak się potoczyło, też cieszyłem się z gry w Radomiu i do każdego spotkania podchodziłem tak, aby wygrać, ale życie boiskowe zweryfikowało inaczej. Super było wrócić i teraz w tych meczach z PGE Skrą swoją postawą pomóc i ten medal dla Zawiercia zdobyć” – zakończył Dawid Konarski.

Z Dawidem Konarskim rozmawiała Natalia Gajda