Bartosz Makoś: „Starałem się czerpać jak najwięcej radości”

Ponad rok na występ w oficjalnym ligowym meczu czekał Bartosz Makoś, który w meczu przeciwko LUK Lublin otrzymał szansę od trenera Aluron CMC Warty Zawiercie na debiut w żółto-zielonych barwach. „Jestem bardzo szczęśliwy. Na początku pojawiły się delikatne nerwy, ale po pierwszym kontakcie z piłką poczułem ulgę” – mówił Bartosz Makoś.

Czas Siatkówki: Można by powiedzieć, że w końcu debiut w nowej drużynie. Liczył Pan kiedy po raz ostatni rozegrał mecz w PlusLidze?

Bartosz Makoś: Sprawdzałem to niedawno, bodajże to był koniec marca zeszłego roku, kiedy z Cuprum Lubin rywalizowaliśmy o miejsce z zespołem z Radomia. Wtedy to był chyba mój ostatni występ w oficjalnym spotkaniu, bo wiadomo w sparingach swoje szanse dostałem. Od takiego ostatniego ligowego meczu minął jednak ponad rok, więc kupa czasu.

Pojawiło się trochę więcej emocji przy tym oficjalnym debiucie w zespole, który bije się o medale i w tej specyficznej hali?

Nie wiem czy to było widać, ale starałem się czerpać jak najwięcej radości z tego, że dostałem szansę by na to boisko wejść. Otoczka w tej hali jest niesamowita i to czuć nawet gdy stoi się w kwadracie, ale jednak kibice oraz rozmiar tej hali, który to wszystko potęguje, to jest to coś niesamowitego. Teraz gdy mogłem to poczuć będąc na boisku, to na pewno jestem bardzo szczęśliwy. Na początku pojawiły się delikatne nerwy, ale po pierwszym kontakcie z piłką poczułem ulgę i już poszło.

Do zapewniania sobie czwartego miejsca w tabeli potrzebowaliście tylko jednego punktu, czyli dwóch setów. Jak podchodziliście do tego meczu z zespołem z Lublina?

Nie myśleliśmy o tym, chcieliśmy tak jak w każdym meczu wygrać, bo samo zagwarantowanie sobie miejsca w czwórce nie było naszym celem, ponieważ chcieliśmy zwyciężyć, dlatego bardzo się cieszę, że to nam się udało.

Kluczowa okazała się koncentracja i konsekwencja po własnej stronie siatki, przede wszystkim w dwóch pierwszych setach?

Myślę, że tak, bo wyszliśmy na to spotkanie bardzo twardo. Jak teraz sobie przypominam, to te sety były przez nas kontrolowane, co prawda gdzieś w końcówkach zdarzały się przestoje, ale na przestrzeni całych setów byliśmy w stanie budować prowadzenie, które dawało trochę spokoju.

W trzecim secie ostatecznie szalę zwycięstwa przechylili rywale, choć wy mieliście szansę na wyrównanie wyniku.

Nie będziemy szukać teraz usprawiedliwienia, że wyszliśmy innym składem czy coś takiego. Wydaje mi się jednak, że potrzebowaliśmy złapać ten rytm, niestety dodatkowo kontuzja Depcia (Dominik Depowski – przyp.red.) też nam tego nie ułatwiła. Wydaje mi się, że to też była przyczyna tego, że na chwilę złapaliśmy przestój, ale potem zaczęliśmy odrabiać i do końca wierzyliśmy, że możemy tego seta przechylić na swoją korzyść. Tak się jednak nie stało, ale w czwartej partii, myślę, że to było też widać, wyszliśmy bardziej pewni siebie z jednym celem, jakim było wygranie.

W tym meczu było widać głębie waszego składu, bo dla podstawowych zawodników była szansa by trochę odpocząć, a dla was możliwość gry. To będzie atut w play-offach?

Super poczuć to boisko, zwłaszcza, że jesteśmy przed najważniejszą fazą sezonu jaką są play-offy, do której przygotowujemy się już od bardzo dawna. Jak każdy wie, teraz będziemy chcieli awansować do półfinałów, pokazując swoją najlepszą siatkówkę.

W play-offach czeka was rywalizacja z Asseco Resovią Rzeszów, graliście z nimi w Pucharze Polski czy też w minionym tygodniu i dwukrotnie to rzeszowianie byli lepsi. Można odwoływać się do tych meczów czy jednak będzie to całkiem inne rozdanie?

Play-off to będzie całkiem inna historia, punkty są kasowane, a my wiemy, że zapracowaliśmy sobie na to miejsce i teraz będzie trzeba wygrać te dwa spotkania. Do końca nie sugerowałbym się tymi spotkaniami, bo w jednym na rozegraniu grał Uroš Kovačević, a w drugim też nie byliśmy w pełnym składzie, więc te mecze na pewno były inne niż te, które są przed nami w fazie play-off.

Kończymy sezon zasadniczy. Dla was chyba był to udany czas, bo kończycie na czwartym miejscu. Jak podsumowałby pan te ostatnie miesiące?

Na pewno możemy zaliczyć ten sezon do udanych, wiadomo, że przegraliśmy parę spotkań, których nie powinniśmy przegrać. Mieliśmy jednak swoje problemy, a wyszliśmy z tego tak, jak wyszliśmy, czyli kończymy rundę zasadniczą na czwartym miejscu.

Z Bartoszem Makosiem rozmawiała Natalia Gajda