Konrad Stajer: „Mamy trochę grania przed sobą i fajnie by było jeszcze coś wygrać”

Drużyna LUK Lublin w piątek przegrała z Asseco Resovią Rzeszów, zapisując na swoim koncie jedynie trzecią odsłonę. „Wygranie tego trzeciego seta dopiero nam w jakiś sposób pomogło, ale zespołu z Rzeszowa to chyba nie zdeprymowało” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki Konrad Stajer.

Czas Siatkówki: Przede wszystkim chyba szkoda tego meczu, bo po trzecim secie wydawało się, że możecie powalczyć o dwa punkty. Co było decydujące? Uwierzyliście za bardzo, że możecie odwrócić losy spotkania?

Konrad Stajer: Myślę, że wygranie trzeciego seta dopiero nam w jakiś sposób pomogło, ale rzeszowian to chyba nie zdeprymowało. Szli jak po swoje, zagrywali dobrze i ciężko było wyprowadzić skuteczny atak. U nich natomiast były one bardzo mądre. Atakowali wysoko i ciężko było ich zatrzymać. Trzeba im pogratulować, bo zagrali bardzo dobre zawody.

Zaskoczyli was czymś? Bo w pierwszym secie dosyć szybko uzyskali przewagę, która ostatecznie okazała się nie do odrobienia.

Byliśmy dobrze przygotowani taktycznie. Grali wszystko to, czego się spodziewaliśmy. Na pewno bardzo mocno zagrywali i to nam od razu sprawiało duży kłopot. U nas Kuba Wachnik jest po kontuzji, ale to nikogo nie usprawiedliwia. Trzeba pochwalić zespół z Rzeszowa za wybory i serwis. Naprawdę ciężko się z nimi grało.

Dla was to kolejny przegrany mecz, czy czujecie, że ten sezon jest na tzw. „dogranie”?

Na każde spotkanie wychodzimy w stu procentach skoncentrowani. Nie patrzymy w tabelę, nie liczymy, nie kalkulujemy, bo to w niczym nie pomaga. Walczymy, żeby zdobyć trzy punkty. Teraz się nie udało, ale po prostu musimy to szybko wyrzucić. Mamy trochę grania przed sobą i fajnie by było jeszcze coś wygrać.

Przejdę do sytuacji, którą obserwujemy teraz w Europie. Lublin jest dosyć blisko granicy z Ukrainą. Jak odczuwacie to wszystko, co się dzieje?

Nie chcę się wypowiadać za wszystkich zawodników, bo wiadomo, że każdy jest inny. Ja staram się odciąć od tego w strefie zawodowej. Każdy pomaga, jak może, ale jeżeli chodzi o mnie, próbuję oddzielać to, co dzieje się na zewnątrz, od siatkówki.

To jest Pana drugi rok w Lublinie. Wprowadził Pan zespół do PlusLigi, teraz walczy z nią w jej debiutanckim sezonie. Można powiedzieć, że Tworzy Pan historię tego klubu. Jakie to uczucie?

Naprawdę przyjemne. Klub i zespół, wywalczając w zeszłym sezonie awans, pomógł mi spełnić marzenia. Wiadomo, że każdy zawodnik chce znaleźć się i zagrać w PlusLidze. Mnie się to udało i jestem bardzo szczęśliwy, że mogę być częścią tej drużyny i rywalizować na parkietach najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

A jak ocenia Pan właśnie swoje postępy, zbieranie doświadczenia. Z meczu na mecz można obserwować coraz lepszą grę w Pana wykonaniu.

Na pewno jest bardzo dużo rzeczy do poprawy. Staram się na każdym treningu coś ulepszyć. Wiadomo, że to jest sport i tu nie może być tak, że w przeciągu dwóch tygodni poprawimy wszystko, bo to dosyć żmudna praca. W każdym razie cały czas doskonale swoje umiejętności, dużo czerpię z występów w PlusLidze. Staram się zawsze dawać z siebie wszystko . Tak jak już wspomniałem, na każdych zajęciach próbuję poprawić jakiś element siatkarskiego rzemiosła, żeby moje występy były jak najlepsze.

Zbliżamy się powoli do końca tego dla was debiutanckiego sezonu w PlusLidze. Ten przeskok pomiędzy pierwszą ligą a PlusLigą był bardzo odczuwalny, jeżeli chodzi o Pana?

Tak, zdecydowanie. Można powiedzieć, że tutaj wszystko jest dla mnie takie nowe, świeższe, nie wiem jak to określić. Na pewno jest dużo szybsze rozegranie, mądrzejsze wybory w ataku. To troszeczkę inna siatkówka, dlatego się cieszę, że mam okazję tutaj zbierać doświadczenie i mam nadzieję, że w przyszłości to zaowocuje lepszymi występami.

A propos tej przyszłości. Sezon zmierza ku końcowi, pojawiają się ruchy transferowe, więcej się o tym mówi. Wie Pan już jak będzie wyglądała Pana przyszłość?

Jeszcze nie.

A jeżeli włodarze chcieliby Pana zatrzymać w Lublinie, widzi Pan siebie tutaj?

Nie mówię tak, nie mówię nie. Zobaczymy, co los przyniesie. Na razie jest sezon i staram się też nie skupiać na tym, bo myślenie i rozmowy o przyszłych rozgrywkach w trakcie trwania obecnych troszkę przeszkadzają. Wkrada się taka niepewność i nerwowość, także ja muszę się od tego kompletnie odciąć i zobaczymy, co będzie.

Z Konradem Stajerem rozmawiała Marta Chlebicka