Piotr Orczyk: „Są takie momenty, że prezentujemy się naprawdę dobrze”

Aluron CMC Warta Zawiercie wciąż gra bez nominalnego rozgrywającego, co widoczne było w ostatnim meczu, gdzie zawiercianie ulegli radomianom. Choć strata trzech punktów nie jest korzystna dla Jurajskich Rycerzy, to nadzieje niesie poprawiający się stan zdrowia Maximiliano Cavanny. „Miejmy nadzieję, że Maxi wróci do zdrowia i do składu meczowego” – mówił po meczu Piotr Orczyk.

Spotkanie w Zawierciu lepiej zaczęli gospodarze, z czasem jednak podopieczni trenera Jakuba Bednaruka zaczęli wykorzystywać swoje akcje, dokładając do tego grę w obronie oraz popełniając mniej błędów w polu zagrywki. Wszystko to przełożyło się na korzystny dla nich wynik. „Wydaje mi się, że radomianie przede wszystkim bardzo dobrze zagrali swoje akcje, byli skuteczni i dużo grali z blokiem. Do tego byli skuteczni w ataku. Myślę, że ich główną strategią na mecz było szanowanie piłki na zagrywce i przebijanie jej w miarę łatwo na drugą stronę, żebyśmy to my musieli się męczyć z naszą pierwszą akcją. Wygląda na to, że przyniosło im to oczekiwany rezultat i wygrali 3:0” – oceniał Piotr Orczyk. Po zawierciańskiej stronie siatki, pomimo zakontraktowania Krzysztofa Bieńkowskiego, w dalszym ciągu w rolę rozgrywającego wciela się Uroš Kovačević i choć Serb przy dokładniejszym przyjęciu radzi sobie bardzo dobrze, to w sytuacyjnych piłkach niestety nie ułatwia gry swoim atakującym, co było widoczne również w Rzeszowie, gdzie kilka dni temu zawiercianie przegrali mecz ¼ TAURON Pucharu Polski. W spotkaniu z drużyną z Radomia zawiercianie mogli przedłużyć mecz, ponieważ w trzecim secie prowadzili nawet czterema punktami, ale Cerrad Enea Czarni Radom ponownie wykazali się większym spokojem w grze i ostatecznie wywieźli z Zawiercia komplet punktów. „Można powiedzieć, że to jest naszą zmorą w ostatnich meczach. Są takie momenty, że prezentujemy się naprawdę dobrze i nieźle to wygląda, mimo tego, że gramy bez nominalnego rozgrywającego. Natomiast bardzo często zdarzają nam się przestoje, coś nie wyjdzie, będzie jakaś niedokładność w przyjęciu, rozegraniu albo ataku i punkty uciekają nam seriami. Zdarzało się to też we wcześniejszych spotkaniach z drużynami z Lubina i Rzeszowa, przytrafiło się również w tym meczu. Przez to nie dociągnęliśmy trzeciego seta. Szkoda, bo naprawdę ciężko było w tym spotkaniu wypracować sobie jakąkolwiek przewagę. Udało się w tej trzeciej partii uciec na 3 punkty, ale nie dociągnęliśmy tego. Jeden przestój, błąd i przegrywamy” – dodał Piotr Orczyk.

Do końca sezonu zasadniczego Jurajscy Rycerze rozegrają jeszcze siedem meczów z czego pięć z zespołami z czołówki rozgrywek – Jastrzębskim Węglem, Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, Projektem Warszawa, PGE Skrą Bełchatów, Asseco Resovią Rzeszów. Zanim jednak przyjdzie czas na pojedynki z rywalami aspirującymi do walki o medale, zawiercianie zmierzą się z PSG Stalą Nysa, która, po tie-breaku, pokonała ostatnio Ślepsk Malow Suwałki. W pierwszej rundzie podopieczni trenera Igora Kolakovicia nie dali rywalom zbyt wielu szans na rozwinięcie skrzydeł i w tym meczu również będą chcieli dopisać do swojego dorobku komplet punktów. Dodatkowo wysoce prawdopodobne jest to, że do składu meczowego powróci Maximiliano Cavanna, co uspokoi grę i pozwoli na większe rotowanie składem. „Miejmy nadzieję, że Maxi wróci już do zdrowia i składu meczowego. Nie jestem jeszcze tego pewien, ale słyszałem, że może tak być, więc trzymam kciuki za jego zdrowie i powrót na boisko, bo co by nie mówić, to znacząco poprawi jakość naszej gry. Zespół z Nysy, mimo ostatniego miejsca w tabeli, wcale tak źle nie gra, ostatnio wygrali i w końcu przełamali niemoc w tie-breaku. Gramy na wyjeździe, więc na pewno nie będzie tak łatwo” – zakończył Piotr Orczyk.

Źródło: Informacja własna