Damian Wierzbicki: „Zostawiliśmy na boisku dużo zdrowia”

W XXI kolejce TAURON 1.Ligi BKS Visła Proline Bydgoszcz w pięciu setach uległa drużynie z Wrocławia. Bydgoszczanie przegrywali już 0:2, ale zdołali doprowadzić do tie-breaka, gdzie choć przegrali, zdobyli cenny punkt w tabeli. „Dostaliśmy szansę od wrocławian i chcieliśmy to wykorzystać, także trochę pozostaje niedosyt” – mówił atakujący z Bydgoszczy, Dawid Wierzbicki.

Czas Siatkówki: Nie da się ukryć, że do Wrocławia przyjechaliście w mocno okrojonym składzie. Jak zapatrywaliście się na ten pojedynek?

Damian Wierzbicki: Przyjechaliśmy w dziewiątkę, nie da się ukryć, że trapią nas w tym sezonie kontuzje. Byliśmy pozytywnie nastawieni bo nie mieliśmy nic do stracenia, tak naprawdę jeśli przegralibyśmy tutaj 0:3 czy 1:3, to nikt by na nas złego słowa nie powiedział, ponieważ gramy naprawdę w okrojonym składzie. Nie mamy zmiany na kilku pozycjach, na to przekłada się sytuacja na treningach, także ten wywalczony punkt wiele dla nas znaczy. Ten mecz był bardzo ciężki, zostawiliśmy na boisku dużo zdrowia, ponieważ były momenty, że ciężko było oddychać i wcale nie wynikało to z żadnej choroby, tylko z intensywności tych akcji.

Szansę na wyrównanie wyniku mieliście już w drugim secie, ale nie wykorzystaliście końcówki. To trochę podcięło wam skrzydła?

Trochę tak, ponieważ jak już dostaliśmy palec to chcieliśmy całą rękę. O tych dwóch setach chcieliśmy jednak zapomnieć i praktycznie myśleliśmy, że skończymy to szybkim 3:0 i o tej porze będziemy już w autokarze. Dostaliśmy szansę od wrocławian i chcieliśmy to wykorzystać, także trochę pozostaje niedosyt, ale cieszymy się, bo ten jeden punkt wywalczony na tym terenie i patrząc na sytuację, w której jesteśmy, może naprawdę dużo znaczyć.

Kluczowa była skuteczność w ataku, bo tam Gwardia Wrocław wypracowała sobie przewagę, co było widoczne zwłaszcza w pierwszym i drugim secie, a potem trochę lepiej zagraliście z kolei w zagrywce i w kontrataku.

Myślę, że pierwszy set trochę przekłamuje całą statystykę – zawyża drużynie z Wrocławia, a nam jednak zaniża. Później nadrabialiśmy to wszystko, także nie patrzmy w statystki, ponieważ one są mocno oszukane przez tę pierwszą partię, którą kompletnie oddaliśmy za darmo, przespaliśmy i ona nam uciekła. Od drugiego seta poprawiliśmy naszą grę, ale uciekł nam on trochę przez złe decyzje sędziów, bo dwie czy trzy piłki były ewidentnie zaatakowane po bloku. Przy systemie challenge na pewno byśmy obrócili to na swoją korzyść i tę odsłonę byśmy wygrali, a wtedy mogłoby się to różnie potoczyć.

Patrzycie trochę w tabelę, bo w waszej sytuacji ten jeden punkt może być niezwykle ważny w ostatecznym rozrachunku?

W tabeli jest tak ciasno, że każdy punkt i każda strata waży, także na klasyfikację na razie nie ma co patrzeć. W tym roku liga jest tak wyrównana, że chyba nie będzie miało znaczenia z kim przyjdzie zagrać w tej pierwszej fazie. Ważne byłoby, żeby zająć miejsce w pierwszej czwórce, ponieważ to zawsze jest jakaś zaliczka, jak zaczyna się u siebie i to jest najważniejsze, a z kim się zagra to już nie ma znaczenia, bo to może być jak losowanie w totolotka.

W kolejnej kolejce zmierzycie się z Norwidem Częstochowa. Będzie okazja na rewanż po porażce w pierwszej rundzie?

To jest dla nas bardzo ważny mecz z punktu widzenia psychologicznego, bo w Częstochowie zostaliśmy trochę oszukani przez sędziów. Niestety wspominam o tym po raz kolejny. Trochę nieładne było zachowanie przeciwników wtedy, dlatego bardzo będziemy chcieli się zrewanżować. To będzie mecz na dużych emocjach, ale pozytywnych i podejdziemy do niego bardzo zmobilizowani z chęcią wielkiego rewanżu.

Dużo mówimy o wyrównanym poziomie pierwszej ligi i powoli zaczynają się przymiarki do tego, kto o awans do PlusLigi powalczy, ale jak bumerang wraca temat awansu drużyny z Lwowa. Jak wy na to patrzycie, że w sportowych warunkach naprawdę musicie się postarać, a lwowianie mogą po prostu do ligi wejść?

Jest to trochę dziwna sytuacja, ale w dzisiejszych czasach nie możemy być niczego pewni, patrząc na napiętą sytuację między Rosją a Ukrainą, co może być czynnikiem, zwłaszcza w razie większych eskalacji konfliktu, który spowoduje, że jednak troska o dobro kraju oraz naszych drużyn okaże się ważniejsze. Może zespół z Lwowa zostanie wstrzymany i w konsekwencji da to miejsce dla zespołów z pierwszej ligi, na co liczę. Jak na razie wszystko wydaje się też być pisane palcem po wodzie i chyba pozostaje tylko czekać, ponieważ wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Teraz na przykład terminarz, który był już dla nas dawno ułożony ma zostać zmieniony i choć mieliśmy nie grać w środy, to będziemy to robić, by ten sezon przyspieszyć, więc tak naprawdę jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Już na koniec, w zeszłym sezonie grał pan we Wrocławiu. Powrót z nowym zespołem jest trochę sentymentalny?

Bardzo sentymentalny, bo fajnie było mi tu rok temu, super kibice, dobra atmosfera, zżyłem się też z wieloma ludźmi. Przez pierwsze sety totalnie nie mogłem się dobić do pomarańczowego, ale potem już trochę odżyłem i wróciłem do dobrej gry.

Z Damianem Wierzbickim rozmawiała Natalia Gajda