Igor Grobelny: „Najważniejsze jest mentalne przygotowanie do meczu”

Projekt Warszawa w meczu ósmej kolejki PlusLigi nie pozostawił złudzeń ekipie Trefla Gdańsk, wygrywając po trzech setach. „Tak naprawdę przed meczem byliśmy dobrze nastawieni mentalnie i fizycznie” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki Igor Grobelny.

Czas Siatkówki: Gratuluję zwycięstwa i statuetki MVP. Co można powiedzieć po takim meczu? Było łatwo, szybko i bez problemów?

Igor Grobelny: Myślę, że po żadnym meczu nie powiemy, że było łatwo i szybko. W porównaniu do ostatniego spotkania, można powiedzieć, że było łatwo i szybciej, ale musieliśmy dać z siebie 100%. Tak naprawdę od początku do końca musieliśmy walczyć i dawać całą energię, którą mieliśmy na boisku, bo widać było, że w trzecim secie trochę odpuściliśmy. Może też energia nam spadła, bo prowadziliśmy 2:0, wszystko dobrze szło i nagle zespół z Gdańska uciekł trzema, czterema punktami. Trzeba było się znowu spiąć i dać z siebie wszystko. Cieszę się, że wygraliśmy ten mecz.

A propos tej energii, już właśnie w pierwszym secie było ją widać, osiągnęliście wysoką przewagę. Czy to właśnie ta partia ustawiła wam całe starcie?

Szczerze? Tak naprawdę przed meczem byliśmy dobrze nastawieni mentalnie i fizycznie, więc myślę, że to pomogło zmobilizować się od pierwszej piłki, a nie tak jak zazwyczaj, gdy przegrywaliśmy pierwszego seta albo zaczynaliśmy go 0:3. Myślę, że warto od początku próbować odskoczyć rywalowi i będzie się nam to opłacało.

Przed tym meczem pojawiała się w głowach pewna frustracja, niepokój związany z tym, że w ostatnim czasie przegraliście u siebie z PGE Skrą Bełchatów, później, co prawda, wygraliście w Nysie, ale potem przegraliście w Rzeszowie?

Tak, ale tak jak mówię, każdy mecz jest ciężki. Przegraliśmy mecz z drużyną z Bełchatowa, gdzie zagraliśmy bardzo słabo, potem udało nam się zmotywować do meczu ze Stalą Nysa, który tak naprawdę wyciągnął z nas całą energię, bo nie był w ogóle łatwy, a do tego graliśmy w Nysie, więc tam trzeba było walczyć cały czas. Myślę, że w Rzeszowie zabrakło nam energii i regeneracji, bo tak naprawdę graliśmy w środę o 20:30 w Nysie, a potem w sobotę o 14:45 w Rzeszowie, czyli tak naprawdę byliśmy w trasie przez cały tydzień. Odpoczynek też był ciężki, bo wracaliśmy do hotelu, tam trzeba było odbyć trening, jakąś siłownię, żeby utrzymać cały cykl. Myślę, że po prostu zabrakło nam w Rzeszowie energii, bo byśmy zagrali naprawdę dużo lepiej.

Dziś znowu zagraliście w hali Torwar, ale kolejny mecz z Aluronem CMC Wartą Zawiercie ponownie zagracie w Arenie Ursynów. Odczuwacie lekkie zamieszanie?

Niestety własnej hali jeszcze nie mamy, więc trochę to wszystko faluje, że gramy raz tutaj, raz tam. Ja wolę sto razy bardziej grać w hali Torwar, bo sala jest większa, więcej kibiców może przyjść, światła są lepsze. Wiadomo jednak, że na Ursynowie trenujemy na co dzień, więc tak naprawdę tamta hala powinna nam sprzyjać, a jak na razie z tym jest średnio (śmiech). Tak po prostu jest i dopóki nie będziemy mieć własnej hali, będziemy musieli się dostosować.

Zmagania w PlusLidze z jednej strony, a z drugiej strony coraz bliżej są rozgrywki Ligi Mistrzów. W grupie zagracie z Dynamo Moskwa, Greenyard Maaseik i Ziraat Bankasi Ankara. Co można powiedzieć o przeciwnikach? Dobrze się ułożyło dla was to losowanie?

Myślę, że Dynamo Moskwa zna każdy fan siatkówki i wie, że to jest naprawdę potężna drużyna. Na dodatek to jest liga rosyjska, trochę inna niż PlusLiga. Nie chce oczywiście mówić, że jestem tego pewien, bo tak naprawdę grałem tylko raz w życiu z rosyjską drużyną, ale wydaję mi się, że to jest bardziej liga nastawiona na siłę, a nie na technikę. Fajnie będzie tam pojechać, pokazać inną siatkówkę. Ja patrzę też pod kątem tego, że wyjazd do Moskwy to fajna przygoda. Zawsze chciałem pojechać do Rosji, jeszcze okazuje się, że nie będziemy jechać nie wiadomo gdzie, tylko do Moskwy, więc jest to fajne miasto do zobaczenia. Drużynę Maaseik znam bardzo dobrze, jest ona bardzo mocna, zawsze bije się o te dwa pierwsze miejsca z Knack Roeselare. Myślę, że na pewno będą walczyć, żeby pokazać, że to nie oni są teoretycznie najsłabszą drużyną. A o Ankarze, szczerze mówiąc, jeszcze nie wiem nic, nie sprawdzałem, kto tam gra, ale jest to też znana drużyna, więc również będzie mocna.

Patrząc przez pryzmat turystyki, można powiedzieć, że praca siatkarza jest ciekawa.

Tak, ale trzeba patrzeć na to również z tej strony, że nie mamy za bardzo czasu na zwiedzanie. Zarówno jak jedziemy za granicę, czy nawet jak podróżujemy po całej Polsce, to jest zazwyczaj hotel, hala, autobus. Może wieczorem mamy chwilę, żeby pójść od Żabki albo przed jakimś treningiem na kawę. Mamy nadzieję, że w Moskwie będziemy mieli trochę więcej czasu, nawet po meczu, żeby wyjść i zwiedzić, bo nie chciałbym przepuścić takiej okazji. Nie wiadomo czy kiedykolwiek tam wrócę, więc muszę wrzucić jakieś zdjęcia na Instagrama (śmiech).

W PlusLidze, można powiedzieć, że powoli wracacie na dobrą ścieżkę po tym jak wasza gra ostatnio falowała. Wiadomo, Liga Mistrzów rządzi się innymi prawami. Co w tych ostatnich kilkunastu dniach musicie szczególnie poprawić, żeby w rozgrywkach pokazać się z jak najlepszej strony?

Ciężko powiedzieć, bo tak naprawdę to się może zmienić z dnia na dzień albo z meczu na mecz. W jednym spotkaniu gra w obronie nie wyglądała u nas znakomicie, także nad tym musimy popracować, ale w następnym będziemy się w tym elemencie prezentować super, a z kolei blok będzie nam szwankował. Myślę, że po prostu najważniejsze dla nas jest mentalne przygotowanie się do meczu, żeby naprawdę mieć tę wolę walki i chęć wygranej. Musimy po prostu bawić się siatkówką i czerpać przyjemność z tego, że jesteśmy przed fanami. Myślę, że nad tym musimy popracować najmocniej.

Wracając jeszcze na moment do dzisiejszego meczu i tej statuetki, którą Pan trzyma. Ta wygrana smakuje jeszcze lepiej?

Tak, na pewno. W ostatnich meczach grałem bardzo słabo, więc to taka mała nagroda dla mnie, że jednak potrafię grać w siatkówkę (śmiech). Może mi nie wyjdą dwa, trzy, cztery mecze, ale mogę się odbudować i wrócić na ten dobry tor. Myślę, że to mnie motywuje do dalszej pracy. Od następnego treningu biorę się za siebie w stu procentach. Czy to w siłowni, czy w hali, trzeba ciężko pracować, żeby było coraz więcej tych statuetek.

Z Igorem Grobelnym rozmawiała Marta Chlebicka