Grzegorz Łomacz: „Cieszymy się, że mogliśmy kontrolować to spotkanie”

PGE Skra Bełchatów w hicie szóstej kolejki PlusLigi wywalczyła komplet punktów, pokonując bez starty seta ekipę Projektu Warszawa. „Ten spotkanie nie było tak trudne, jak się spodziewaliśmy, ale cieszymy się, że trzy punkty trafiły do nas” – mówił Grzegorz Łomacz.

Pojedynek kontrolowany

Mecz PGE Skry Bełchatów z Projektem Warszawa był określany mianem hitu szóstej kolejki PlusLigi, ale zakończył się już po trzech setach. Siatkarze z Bełchatowa od początku narzucili przeciwnikom swoje tempo gry, zwyciężając z wyraźną przewaga w pierwszych dwóch partiach, zaś w trzeciej postawili kropkę nad ‚i’, wywożąc z Warszawy bardzo cenne trzy punkty. „Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu. Warszawianie grają dobrze od samego początku. Każde spotkanie jest ciężkie, to nie było tak trudne, jak się spodziewaliśmy, ale cieszymy się, że trzy punkty trafiły do nas” – mówił po meczu w Arenie Ursynów Grzegorz Łomacz, zwracając uwagę na fakt, że nie tylko pierwsza partia ustawiła im grę: „Myślę że każdy z setów zaczynał się dla nas bardzo dobrze dzięki zagrywce Mateusza Bieńka i to nam bardzo ułatwiało sprawę. Cieszymy się, że potem mogliśmy kontrolować to spotkanie i nie wypuściliśmy wyniku”.

Chociaż mecz zakończył się po trzech setach, a pierwsze dwa bełchatowianie pewnie zapisali na swoim koncie, w trzeciej odsłonie do walki powrócili warszawianie. Postawili się rywalom, a partia zakończyła się jedynie dwupunktową różnic. „Zawsze jest w meczu jeden taki moment  zahaczenia, gdzie kontrolujesz grę i może się to gdzieś wymknąć, ale zachowaliśmy chłodną głowę i dowieźliśmy to do końca” – zaznaczył rozgrywający bełchatowskiego zespołu, podkreślając przy tym, że dużą rolę w meczu odegrała nie tylko koncentracja, ale też zagrywka. Bełchatowianie w całym spotkaniu posłali dziewięć punktowych zagrywek, zaś siatkarze z Warszawy nie punktowali w tym elemencie. „Zagrywaliśmy dzisiaj bardzo dobrze, a warszawianie nie zrobili nam krzywdy swoim serwisem” – skwitował.

Medaliści odhaczeni

Bełchatowianie w pierwszej rundzie fazy zasadniczej mają za sobą już mecze ze wszystkimi medalistami poprzedniego sezonu. Przypomnijmy, że w starciu z ekipą Jastrzębskiego Węgla zdołali ugrać tylko jednego seta, a w meczu z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przegrali po tie-breaku. W Warszawie zwyciężyli za trzy punkty, czyli łącznie zdobyli cztery ligowe „oczka”. „Liczyliśmy na pewno na więcej, mieliśmy swoje szanse w meczu z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Nie rozpatrujemy tego, w ten sposób, że w tych trzech spotkaniach zdobyliśmy tyle punktów, tylko każdy z nich jest ważny. Walczymy o „oczka” w każdym starciu” – podkreślił Grzegorz Łomacz.

Walka o kolejne punkty na własnym boisku

Przed siatkarzami PGE Skry Bełchatów teraz dwa mecze domowe. Już w najbliższą sobotę podejmą tegorocznego beniaminka, drużynę LUK Lublin, która do tej pory ma na swoim koncie jedno zwycięstwo za trzy punkty, a w ostatnim spotkaniu urwała punkt ekipie Indykpolu AZS-u Olsztyn. Następnie zaś podopieczni trenera Slobodana Kovača zmierzą się na własnym terenie z Asseco Resovią Rzeszów. „Będziemy mieć wsparcie naszej publiczności i mam nadzieję, że poniesie nas ona do zwycięstwa” – przyznał Grzegorz Łomacz i wyraził jednocześnie radość z powrotu kibiców do hal, podkreślając, że nie ma porównania między grą z fanami i bez nich: „Cieszymy się, że kibice są w halach. Na pewno jeszcze trzeba uważać, bo jednak wirus krąży. Bardzo się jednak cieszymy, że możemy grać dla nich”.

Z Grzegorzem Łomaczem rozmawiała Marta Chlebicka