Jakub Popiwczak: „Wierzę w to, że kiedyś dostanę większą szansę”

Jakub Popiwczak to jeden z zawodników, którzy nie pojadą na Ligę Narodów do Riminin, a co za tym idzie również na Igrzyska Olimpijskie. „Mógłbym płakać i narzekać, ale myślę, że nie przyniosłoby to żadnego pozytywnego skutku. Trzeba po prostu robić swoje i czekać” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki Popiwczak.

Czas Siatkówki: Był czas na odpoczynek po sezonie klubowym i zregenerowanie się?

Jakub Popiwczak: Zdecydowanie. Był czas na świętowanie, było kilka upojnych dni w Jastrzębiu, ale potem zaczęło się zgrupowanie. To jest marzenie z dzieciństwa każdego z nas, żeby reprezentować swój kraj, grać dla tej reprezentacji, jeździć na wszystkie największe imprezy mistrzowskie. Jak trener Vital Heynen dzwoni, to nie myśli się o zmęczeniu, trzeba się tylko szybko spakować i jechać dopóki jest szansa, bo zdarzały się również lata, gdy tej szansy nie było, więc z uśmiechem na ustach podchodzę do każdego treningu i meczu.

Zmieniło się coś w kadrze po tym czasie, kiedy Cię w niej nie było? Czuć tę rywalizację?

Absolutnie nie. Myślę, że wszyscy są dla siebie bardzo życzliwi. Atmosfera jest naprawdę super mimo iż na każdej pozycji jest ogromna rywalizacja. Każdy wie, że bije się o wyjazd na najważniejsze imprezy. Nie przeszkadza to jednak w tym, aby nastroje były pozytywne. Myślę, że o tej grupie, jaką tworzymy nie można powiedzieć niczego złego. Każdy, kto przychodzi na trening daje z siebie maksimum możliwości, ale nie ma między nami żadnej złośliwości. Wiadomo po co przyjeżdża się na zgrupowanie i o co się walczy. Jest to jednak gdzieś z tyłu głowy. Przede wszystkim jesteśmy skoncentrowani na tym, żeby wykonywać te siatkarskie rzeczy najlepiej jak potrafimy.

Po tak długim czasie przyjemnie było chyba ponownie założyć biało-czerwoną koszulkę?

Oczywiście, że tak. W moim przypadku minęły bodajże około dwa lata, więc mimo iż był to mecz towarzyski, a przeciwnik po drugiej stronie siatki nie postawił trudnych warunków, to cieszyłem się grą. Wiemy, że gra w reprezentacji to zawsze honor i fantastyczna sprawa, więc zrobiliśmy to co do nas należało. To co przez ostatnie tygodnie prezentowaliśmy w trakcie treningów przełożyliśmy na warunki meczowe.

Można powiedzieć, że ten mecz to był taki delikatny trening?

Trzeba przyznać, że w trakcie treningów przy tej grupie zawodników piłka po prostu się pali. Poziom jest zawsze kosmiczny, czy to z jednej czy drugiej strony. Zwykle dzielimy się na trzy zespoły, gramy między sobą, wykonujemy różne ćwiczenia, ale rzadko zdarza się, żeby jedna grupa dominowała. Trener cały czas rotuje zawodnikami, ale nieważne kto jest na boisku, to poziom jest naprawdę bardzo wysoki. Byłem pod wrażeniem tego wszystkiego. W wewnętrznych rozmowach między sobą podkreślaliśmy, że czasami wydaje nam się, że w klubie dobrze trenujemy, ale na zgrupowaniu to było coś naprawdę wielkiego. Myślę, że pokazaliśmy w meczu, że nasz standard gry, nasz poziom jest zdecydowanie wyższy niż młodego zespołu z Belgii.

Trener Vital Heynen od początku nakreślił Twoją rolę w kadrze w tym sezonie?

Trener od początku nie ukrywał, że jest dwójka fantastycznych libero przede mną w kolejce, a ja jestem trzeci. Ja jednak nie narzekam, nie mam się o co obrażać. Przyjeżdżam na każde zgrupowanie z uśmiechem na ustach, wychodzę pozytywnie nastawiony na każdy trening czy mecz. Przeciwko reprezentacji Belgii miałem szansę zagrać całe spotkanie, co mnie bardzo cieszy. Jak tylko mam szansę, aby ubrać reprezentacyjną koszulkę, to zawsze jestem do tego gotowy. Zawsze zrobię wszystko najlepiej jak potrafię, żeby reprezentować swój kraj.

Jedną z pozytywnych cech Vitala Heynena jest właśnie chyba szczerość? Zawsze stawia sprawę jasno i mówi, czego oczekuje od poszczególnych zawodników.

Z jednej strony tak, ale z drugiej, jak się jest sportowcem, to zawsze ma się ambicję. Nawet jak się wie, to i tak czasami jest po prostu przykro. Chciałoby się gdzieś pojechać z reprezentacją, powalczyć, a nie jest to dane. Jestem jednak szczęśliwy, że dostaję szanse, że mogę być tutaj z najlepszą drużyną na świecie i realizować się siatkarsko i podnosić swoje umiejętności.

Pozostaje teraz tylko trenować jeszcze ciężej i czekać na kolejne powołanie?

Wierzę w to, że kiedyś dostanę większą szansę. Mógłbym płakać i narzekać, ale myślę, że nie przyniosłoby to żadnego pozytywnego skutku. Trzeba po prostu robić swoje i czekać.

Z Jakubem Popiwczakiem rozmawiała Izabela Piasecka