Grzegorz Bociek: „To jest nowy rozdział”

Aluron CMC Warta Zawiercie w sobotę zmierzy się z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która w tym sezonie wydaje się być poza zasięgiem. Zawiercianie zapowiadają jednak walkę. „Puchar Polski rządzi się swoimi prawami, to jest jeden mecz i możemy być w finale. To jest nowy rozdział, także wyjdziemy na ten mecz z ZAKSĄ z pełną werwą i zobaczymy, co się stanie” –  mówił Grzegorz Bociek.  

Czas Siatkówki: Ten ostatni mecz z Treflem Gdańsk, gdzie byliście bliscy odwrócenia wyniku, pozostawił w Was niedosyt?

Grzegorz Bociek: Wydaje mi się, że to, co już było, to zostawmy. Nie ma co tego roztrząsać. Teraz przed nami otwiera się nowy rozdział, nowa gra, nowa walka. Przed nami Puchar Polski, później play-offy, a teraz i tak tego meczu już nie odwrócimy. Natomiast, jeśli miałbym coś o nim powiedzieć, to pierwsze dwa sety zdecydowanie przespaliśmy.

To Pana czwarty sezon w Zawierciu i po raz drugi macie okazję zagrać o najważniejsze trofeum w kraju.

Skoro jesteśmy w czwórce Pucharu Polski, to znaczy, że swoją ciężką pracą i dobrą grą zasłużyliśmy sobie na to, by znaleźć się w tym gronie spośród wszystkich zespołów PlusLigi i powalczyć o to trofeum.

Sezon zasadniczy kończycie z bilansem piętnastu zwycięstw i jedenastu przegranych, to dobry rezultat?

Mieliśmy swoje problemy w tym sezonie i nawet było ich całkiem sporo. Wydaje mi się, że kończąc sezon zasadniczy na siódmym miejscu, nie jesteśmy do końca zadowoleni, bo początek sezonu pokazał, że stać nas na wiele więcej. Jednak bardzo się cieszymy, że zagramy w play-offach i jesteśmy w miarę w pełni zdrowia.

Patrząc na Waszą dyspozycję można stwierdzić, że duży wpływ na Was miał ten okres kwarantanny i zmagania się z zakażeniami koronawirusem?

W mojej opinii całą PlusLigę ten COVID zniszczył i było to bardzo widoczne, bo każda drużyna mniej lub bardziej na tym ucierpiała. Tak naprawdę mieliśmy cztery okresy przygotowawcze w tym sezonie, więc ciężko jest się wstrzelić z tą formą. Jednak teraz nie ma to znaczenia, ciężko pracujemy i cieszymy się z awansu do play-offów, bo jakbyśmy się w nich nie znaleźli to byłaby totalna klapa.

Rozegranie sezonu jest małym sukcesem, jednak pandemia i przekładane często z dnia na dzień mecze chyba nie ułatwiały przygotowań i rozgrywania kolejnych spotkań?

Zdecydowanie nie ułatwiało przygotowania, bo tak jak wspomniałem mieliśmy kilka okresów przygotowawczych. Przypuszczam, że jeśli byśmy zliczyli te wszystkie dni, które przymusowo spędziliśmy w domu, to wyszłoby prawdopodobnie około półtorej miesiąca. Ciężko się gra również bez kibiców, bo jednak oni tutaj odgrywali dużą pracę, dając takiego powera. Ten sezon może jest nie do końca stracony, ale bardzo ciężki.

Wasza hala wciąż jest dla Was atutem?

Gdzieś tam troszeczkę nasz obiekt jest małą pomocą, jednak bez kibiców, którzy tworzą całą otoczkę wokół meczu, każda hala traci swój urok.

Już w weekend zagracie w półfinale Pucharu Polski, gdzie rywalami będzie Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Z jakim nastawieniem jedziecie do Krakowa?

Na pewno jedziemy walczyć. Zobaczmy też na ile pozwoli zdrowie, bo cały czas coś wychodzi u kogoś. Natomiast inne drużyny też mają swoje problemy, więc będziemy walczyć. Puchar Polski rządzi się swoimi prawami – to jest jeden mecz i możemy być w finale. To jest nowy rozdział, także wyjdziemy na ten mecz z ZAKSĄ z pełną werwą i zobaczymy, co się stanie.

W play-offach zmierzycie się z Jastrzębskim Węglem, który jak pokazuje historia, nie jest dla Was łatwym przeciwnikiem.

Niby można powiedzieć, że to ciężki rywal dla nas, bo w przeciągu tych czterech lat jakoś nie układało nam się z nimi najlepiej. Jednak w tym sezonie pokazaliśmy, że potrafimy wygrać z każdą drużyną. Jesteśmy w tej decydującej fazie, więc nie ma co patrzeć na to, z kim będziemy grać. Trzeba się cieszyć, że mamy szansę na dalszą grę i walczmy.

Jako zespół pokazujecie, że macie wyrównany skład, to będzie pomocne w decydującej fazie sezonu?

To się okaże, czy ta druga szóstka będzie wykorzystana. Jednak zdecydowanie mamy duże pole manewru w tym kwadracie, bo chłopaki pokazali, że teoretycznie drugi skład może zagrać fajną siatkówkę i wnieść dużo do naszej gry.

Z Grzegorzem Boćkiem rozmawiała Natalia Gajda