Mariusz Wlazły: „Będziemy szukać swoich szans”

W ostatnim meczu fazy zasadniczej Trefl Gdańsk pokonał na własnym boisku ekipę Aluronu CMC Warta Zawiercie za trzy punkty. Tym samym gdańszczanie zajęli trzecie miejsce w tabeli przed najważniejszymi meczami w sezonie. „Jako sportowcy chcielibyśmy wyłonić zwycięzcę po całej ciężkiej pracy, którą każdy z klubów wykonuje na boisku i to jest najlepsze wyjście” – mówił Mariusz Wlazły.

Czas Siatkówki: Dobiega końca faza zasadnicza, którą kończycie na trzecim miejscu, jak mógłby Pan podsumować tę część sezonu w wykonaniu Waszego zespołu?

Mariusz Wlazły: Jesteśmy zadowoleni, bo jeśli przed sezonem ktoś by powiedział, że będziemy na trzecim miejscu, to wiele osób w naszym klubie wzięłoby to w ciemno i bylibyśmy mega szczęśliwi. Myślę, że tacy jesteśmy też teraz, bo ta praca, którą wykonaliśmy od początku sezonu, też poprzez nieobecność na dzień dobry, którą spowodował koronawirus, sprawiła, że ten sezon był trudny. Jednak zarówno sztab, jak i my wykonaliśmy świetną robotę od początku do końca i uplasowaliśmy się na trzecim miejscu.

W zeszłym roku o tej porze kończył się sezon. Dla Was jako zawodników to też jest mały sukces, że mimo wszystko ta runda zasadnicza została rozegrana w całości i zmierzamy do play-offów, gdzie w równych warunkach poznamy mistrza Polski?

Mam nadzieję, że to się rozegra do końca. Wiemy, jaka jest sytuacja na świecie, jak to wszystko wygląda i często jest tak, że z dnia na dzień sytuacja ulega zmianie. Ciężko prognozować, co będzie jutro czy pojutrze, lecz myśl jest taka, by dokończyć sezon. Jako sportowcy chcielibyśmy wyłonić zwycięzcę po całej ciężkiej pracy, którą każdy z klubów wykonuje na boisku i to jest najlepsze wyjście. W tamtym roku był wielki niedosyt, choć każdy wykazywał się zrozumieniem, bo jednak ta sytuacja była trudna dla wszystkich.

Po raz drugi pokonujecie w tym sezonie zespół z Zawiercia, można powiedzieć, że chyba macie na niego patent bo nawet w wyrównanych fragmentach zdołaliście przechylić szalę zwycięstwa.

Powiem inaczej, wiedzieliśmy wszyscy jak ważny jest to dla nas mecz i o co tutaj gramy. Zdobywając komplet punktów zostaliśmy na trzecim miejscu i to nas bardzo cieszy, bo też nam w pewnym sensie ustawia sytuację w play-offach. Wiadomą jest, że ten pierwszy mecz zawsze gra się u drużyny, która była wyżej sklasyfikowana, co było dla nas ważne. Jednak czy mamy na zawiercian patent? Myślę, że w każdym meczu staramy się znaleźć nasze momenty i szanse, które staramy się wykorzystać.

W tych pierwszych dwóch setach kluczowa była gra blokiem? Kilka razy zatrzymaliście Mateusza Malinowskiego i ostatecznie doszło do zmiany u rywali.

Myślę, że kluczem było wiele elementów, zaczynając od zagrywki. Zaczynając od mocnej i odrzucającej od siatki zagrywki można sobie ułatwić zadanie na siatce, wtedy gra staje się bardzo prosta i nie trzeba za wiele kombinować i wybierać opcji. Także począwszy od tego elementu poprzez naszą dobrą grę w bloku, obronie, ataku wszystko funkcjonowało tak, jak powinno, a później zaczęło się pojawiać troszeczkę błędów. Natomiast ryzyko na zagrywce w drużynie z Zawiercia opłaciło się i pozwoliło na to, by w naszych słabszych momentach zdobyć punkty i to my musieliśmy gonić, co spowodowało, że mecz stał się wyrównany.

Po tym drugim secie, wygranym przez was dość wysoko, spodziewaliście się, że zawiercianie jeszcze wrócą do gry i będą bliscy odwrócenia wyniku?

Wiedzieliśmy, że będzie się ciężko grało trzeciego seta ze względu na to, że prowadziliśmy już 2:0, a wiedzieliśmy, że minimalna zdobycz punktowa dla obu drużyn nic nie będzie wnosić. Drużyna z Zawiercia nie miała też nic do stracenia, więc bez obciążenia psychicznego gra się na pełnym luzie. Podejmowali ryzyko, którego w normalnych warunkach być może by nie podjęli i jak widać opłaciło się.

Ta ostatnia kolejka rozłożona jest na sześć dni, co może powodować kalkulacje, bo o ile Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel są pewne swoich lokat, to od miejsca 3 do 7 mogło stać się jeszcze wszystko. Wolelibyście grać tę kolejkę w jednym terminie, tak by nie patrzeć na wyniki rywali? 

To jest bardzo ciekawe. Generalnie, moim zdaniem, już to gdzieś zostało ustawione, żeby sobie przekalkulować i wybrać jakąś odpowiednią opcję. Jednak, w mojej opinii, jeżeli drużyny podchodzą do tego w ten sposób, gdzie zaczynają kalkulować z kim chcą grać, to nie są pewne swojej siły i swojego zespołu, co świadczy o tym, że z każdym mogą przegrać. My chcieliśmy utrzymać swoją lokatę, wygrać ten mecz, i zrobiliśmy wszystko, żeby tak się stało. Osobiście nie patrzę na innych, ale zobaczymy, co zrobią. 

Szansę na podtrzymanie dobrej passy będziecie mieć już za tydzień, kiedy to w półfinale Pucharu Polski zmierzycie się z Jastrzębskim Węglem. Z jakim nastawieniem pojedziecie do Krakowa? 

Będziemy chcieli walczyć i odnosić zwycięstwo w każdym spotkaniu, bo tak podchodzimy do wszystkich meczów, więc półfinał Pucharu Polski jest takim samym spotkaniem jak ligowe, choć trochę innym. To jest Puchar Polski i to zawsze jest impreza, która troszeczkę jest wyciągnięta z sezonu, w sensie ważności i emocjonalnego podejścia. Różni się od normalnych spotkań ligowych i jest dużo emocji, gdzie te mecze rządzą się swoimi prawami. Aczkolwiek my z pełną determinacją i przygotowaniem wyjdziemy na boisko i będziemy szukać swoich szans.

Z Mariuszem Wlazłym rozmawiała Natalia Gajda