Jakub Popiwczak: „Cieszę się, że potrafiliśmy wrócić na tie-breaka”

Drużyna Jastrzębskiego Węgla w meczu osiemnastej kolejki pokonała ekipę Vervy Warszawa Orlen Paliwa. Jastrzębianie co prawda prowadzili w meczu już 2:0, ale w trzeciej partii w ich grę wkradł się słabszy moment. „Cieszę się, że mimo tych dwóch gorszych setów, potrafiliśmy wrócić na tie-breaka i udowodnić, że to my dzisiaj jesteśmy lepsi” – mówił po meczu Jakub Popiwczak.

 

Czas Siatkówki: Jest lekki niedosyt, że ten jeden punkt jest stracony?  

 

Jakub Popiwczak: Myślę, że niedosytu nie ma, bo wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy na bardzo trudny teren, na którym dawno nam się nie udało wygrać. Warszawa to jest zespół zbudowany po to, żeby wygrywać te najwyższe laury w Polsce. My wyjeżdżamy ze zwycięstwem, także nie ma czym się smucić. Wiadomo, fajnie by było jakby były trzy punkty, ale te dwa też są naprawdę bardzo fajne i cieszę się, że mimo tych dwóch gorszych setów, trzeciego i czwartego, potrafiliśmy wrócić na tie-breaka i udowodnić, że to my dzisiaj jesteśmy lepsi.

 

 

No właśnie, co się stało w tym trzecim secie? Jakieś rozprężenie, zbyt szybko uwierzyliście w zwycięstwo?

 

Może trochę, ale też na pewno warszawianie zaczęli grać lepiej, zaczęli ryzykować na zagrywce. Od razu na początku seta uciekli i ta nasza gra już nie wyglądała tak koncertowo, jak w pierwszych dwóch setach. Tak bywa w siatkówce, czasami ktoś zaczyna ryzykować na zagrywce, zaczyna trafiać, ciężej jest przyjąć piłkę, ta gra już nie jest tak płynna, jak wcześniej i takie rzeczy się zdarzają. Szczególnie jak ma się tak dobrych zawodników, jak w warszawskich szeregach, także myślę, że to był tego rezultat.

 

 

Co było kluczowym elementem? Bardzo dobrze ustawialiście sobie grę zagrywką…

 

Myślę, że to jest taka nasza charakterystyka, że mamy wielu zawodników, którzy potrafią bardzo mocno i dobrze zagrywać, więc to jest tak naprawdę nasz cel w każdym meczu, żeby od tej zagrywki zacząć, ale jaki konkretnie element dzisiaj zdecydował, naprawdę ciężko jest mi powiedzieć. Dopóki się nie spojrzy gdzieś w statystyki, dopóki się nie pomyśli o tym meczu tak na chłodno, to jest ciężko.

 

 

A jeśli chodzi o tabelę, jakie ona ma dla Was w tej chwili znaczenie?

 

Myślę, że w tym momencie ważny jest dla nas bilans, bo w tym sezonie oprócz dwóch spotkań z ZAKSĄ (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) nie przegraliśmy nic i to jest dla nas budujące, a to ile mamy punktów, to jest kwestia matematyczna. Bo tyle zespołów rozegrało po piętnaście, szesnaście meczów, my bodajże mamy w tym momencie dwanaście albo jedenaście. Jeszcze inni mają nawet mniej, więc ciężko jest się do tego odnosić w tym momencie. Bardziej cieszy nas ten bilans, cieszy to, że wreszcie przyjechaliśmy do mocnego zespołu, jakim jest Warszawa i udowodniliśmy swoje aspiracje do gry o mistrzostwo Polski w tym roku.

 

 

W tym sezonie wielu zespołom szyki krzyżuje koronawirus, ostatnio też Wam pokrzyżował plany. Jak się czujecie? Czy są jakieś problemy zdrowotne?

 

Wiadomo, że to jest coś, czego wiedzieliśmy, że nie unikniemy. Prędzej czy później większość ligi musiała się z tym zmierzyć, niektórzy jeszcze mają to przed sobą, chociażby u nas w zespole. Myślę, że już wróciliśmy do takiego w miarę normalnego rytmu treningowego, do rytmu grania co trzy dni, bo tak ten sezon i w zeszłym roku, i w tym wygląda. Tak naprawdę cały czas gramy. Jak nie gramy, to jesteśmy chorzy, a jak wracamy, to musimy nadganiać i tych meczów jest naprawdę mnóstwo, ale jesteśmy na to bardzo dobrze przygotowani. Mamy bardzo szeroki zespół, każdy, kto gra, wchodzi i pomaga, także myślę, że to jest nasza duża siła w tym sezonie. Tylko dwa mecze przegraliśmy, a resztę wygrywamy, bo mamy naprawdę bardzo szeroką ławkę, a w tych okolicznościach, w tym świecie, w którym dzisiaj żyjemy, to jest kluczowe.

 

 

W środę PGE Skra Bełchatów, chyba po takim meczu, jak dzisiaj, gdzie wytrzymaliście przede wszystkim mentalnie, nastawienia są jeszcze bardziej bojowe.

 

Tak, przede wszystkim gramy u siebie, gramy na swojej hali. Wiemy, że znowu przyjeżdża bardzo mocny zespół, który na pewno będzie chciał się nam mocno postawić. Ale wiemy, że mamy siłę po swojej stronie, armaty mamy w zespole, mamy fantastyczny zespół, który myślę, że jest w stanie sobie spokojnie radzić w takich spotkaniach. Na pewno też atut własnej hali będzie bardzo duży dla nas, bo nie będę ukrywał, że tutaj jak przyjechaliśmy, to trochę byliśmy zdziwieni, bo tak ciemno, tak nie do końca przyjemnie, nie tak fajnie, jak w Jastrzębiu, więc to na pewno też nam pomoże.

 

 

Skoro już wspomniał Pan o hali, cały czas gracie bez kibiców, ich brak chyba coraz bardziej daje się we znaki zwłaszcza w takich topowych meczach, jak chociażby w środę.

 

Na pewno tak, aczkolwiek ja myślę, że po jakimś czasie już się idzie do tego przyzwyczaić. Jeden, dwa mecze wiadomo, to jest trochę co innego. Z drugiej strony, tak jak na treningach codziennie trenujemy, to później przychodzimy, jest mecz, a warunki są takie, jakie stworzone są na co dzień tak naprawdę. Teraz już musimy po prostu odrzucić to, zostawić z tyłu i grać w takich warunkach, w jakich nam przyszło. Najważniejsze, że w ogóle jesteśmy w stanie funkcjonować i kontynuować granie w siatkówkę.

 

 

 

Z Jakubem Popiwczakiem rozmawiała Marta Chlebicka