Bartłomiej Lipiński: „Nie mamy słabej jednostki i każdy z zawodników tworzy zgrany kolektyw”

Trefl Gdańsk w zaległym meczu szóstej kolejki PlusLigi pokonał zespół Vervy Warszawa Orlen Paliwa po czterech setach. Gdańszczanie ulegli rywalom tylko w pierwszej partii, a potem nie pozwolili gospodarzom odebrać sobie inicjatywy. „Cieszę się bardzo że zagraliśmy na fajnym poziomie i potrafiliśmy wygrać” – mówił po meczu Bartłomiej Lipiński, który odebrał statuetkę MVP.

 

Odrodzeni po porażce

 

Pojedynek w Arenie Ursynów od początku dostarczył kibicom wrażeń. Pierwsza partia zakończyła się na korzyść siatkarzy warszawskiego zespołu, którzy utrzymywali inicjatywę po swojej stronie, choć przyjezdni do końca walczyli. W kolejnym secie górą byli gdańszczanie, wygrywając z identyczną różnicą dwóch punktów, zaś w trzeciej partii wyraźnie podkreślili swoją siłę, wypracowując sobie wysoką przewagę. Czwarty set był wyrównany, a po grze na przewagi gdańszczanie dopisali do tabeli komplet punktów. Warto wspomnieć, że do tego starcia siatkarze z Pomorza przystępowali po sobotnim przegranym spotkaniu w Jastrzębiu-Zdroju, ulegając tamtejszej ekipie 0:3. „Mamy swoje problemy, ale wiadomo też, że Warszawa nie miała swoich dwóch podstawowych zawodników i chcieliśmy to wykorzystać. Cieszę się bardzo, że zagraliśmy na fajnym poziomie i potrafiliśmy wygrać” – mówił po spotkaniu w hali na Ursynowie Bartłomiej Lipiński, który odebrał statuetkę dla najlepszego gracza spotkania. Przyjmujący zdobył 18 punktów, a w tym posłał jednego asa serwisowego. Atakował ze skutecznością 65%, zaś przyjmował na poziomie 41% (15% perfekcyjnego).

 

 

Legenda w formie

 

Liderem zespołu z Gdańska w środowym starciu był Mariusz Wlazły, który niedawno zmagał się z zakażeniem koronawirusem. Widać jednak było, że przymusowa przerwa w dłuższej perspektywie nie wpłynęła negatywnie na atakującego, gdyż w swoim dorobku zgromadził 19 punktów, z czego 1 zagrywką. Atakował ze skutecznością 55%, a ponadto zanotował 4 wybloki.  „„Mario (Mariusz Wlazły – przyp. red.) to jest taka marka, że nawet jak był na kwarantannie, to potrafi bardzo szybko wrócić na swój bardzo wysoki poziom i daje nam to coś extra”. Cały zespół z Gdańska w starciu z warszawianami zaprezentował się z dobrej strony w zagrywce, a także w bloku.

 

 

Życie z dnia na dzień

 

Obecna sytuacja epidemiologiczna nie napawa optymizmem. Wirus SARS-COV-2 w dalszym ciągu uderza we wszystkie dziedziny życia, także w sport. Są zespoły, które przebywają na kwarantannie, w związku z czym terminarz ligowy zmienia się jak w kalejdoskopie. „Tego rytmu meczowego na pewno nam trochę brakuje, bo tak naprawdę z dnia na dzień może się okazać, że gramy kolejne mecze i oby tak było” – podkreślił wspomniany wcześniej przyjmujący, zwracając uwagę na możliwość niekiedy nagłej zmiany przeciwników: „My musimy się skupić na pracy na treningach, a z kim będziemy grali, to czas pokaże, najważniejsze jest to, co będziemy robili na treningach i jak będziemy przygotowani i fizycznie, i mentalnie”. Mimo wszystko jednak w zespole Trefla Gdańsk nie brakuje dobrego nastroju i wzajemnego wsparcia: „Niestety mamy czasy takie, że kibiców nie ma na hali i właśnie o to chodzi, żeby najpierw na treningu zrobić taką atmosferę, żeby później w meczu było nam o wiele łatwiej. Cieszę się, że część zawodników, która była na boisku i część zawodników, która była poza, wspiera się, każdy w zespole jest bardzo ważny, każdy może wejść na boisko i pomóc zespołowi. Myślę, że to jest nasz bardzo mocny punkt, że nie mamy po prostu słabej jednostki i każdy z zawodników tworzy zgrany kolektyw”.

 

W obecnej sytuacji nie tylko ryzyko zakażenia jest zagrożeniem dla zespołów. Gdy wirus dotyka kolejnych graczy, a ci są poddawani izolacji domowej trudno jest utrzymać formę, która byłaby wystarczająca w osiąganiu kolejnych celów: „Tak naprawdę wszystko bardzo dynamicznie się zmienia. Może być tak, że zaraz kolejni zawodnicy pójdą na kwarantannę, bo tak naprawdę, nie mamy żadnej informacji, że tej choroby nie da się złapać drugi raz, cieszymy się, że możemy grać, że nas nie zamykają, że możemy być po prostu na boisku, robić to, co kochamy, bo niestety mamy takie czasy, że trenujemy i gramy z dnia na dzień, wszystko bardzo dynamicznie się zmienia i oby ta liga grała i żebyśmy wytrwali do końca”. Siatkarze Trefla Gdańsk jeszcze w trakcie przygotowań do sezonu zmagali się z zakażeniem koronawirusem. Przypomnijmy, że przez to gdańszczanie nie zagrali w PreZero Grand Prix Polskiej Ligi Siatkówki. W ostatnim czasie z wirusem SARS-COV-2 zmagali się inni gracze i członkowie klubu: „My na szczęście mamy to za sobą i mam nadzieję, że ta choroba do nas nie wróci, bo jak widać możemy grać na bardzo fajnym poziomie” – ocenił Bartłomiej Lipiński. Jednocześnie siatkarz nieco uspokoił kibiców w związku z przechodzeniem zakażenia wirusem SARS-COV-2 na przykładzie gdańskiego zespołu, którego ten nie dotknął w większym stopniu. Siatkarze szybko mogli powrócić do treningów, a organizmy nie były zbyt wycieńczone.

 

 

Solidarni 

 

Warto podkreślić, że w środowym starciu siatkarze z Gdańska odnieśli się do obecnej sytuacji w kraju związanej z protestami kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Wyrazem solidarności była błyskawica na ramieniu – symbol strajku kobiet: „Nie chcę się wypowiadać za innych, ja mogę tylko powiedzieć, że moja narzeczona była na protestach i ja staram się robić wszystko, żeby pokazać, że też jestem zły i nie godzę się na takie traktowanie kobiet. To jest dla nas nie do zaakceptowania”.

 

 

 

Źródło: Informacja własna