Pierwsze mecze w Japonii za nami. Speraw: „Mamy mocne fundamenty”

W Japonii rozpoczął się dzisiaj Puchar Wielkich Mistrzów, w którym udział bierze sześć reprezentacji, rywalizujących ze sobą w systemie każdy z każdym. Pierwsze zwycięstwa do swojego konta dopisali Irańczycy, Brazylijczycy i Amerykanie, którzy wygrali swoje spotkania. Jutro zespoły rozegrają ze sobą kolejne mecze. 

 

Brazylijczycy za mocni dla Francuzów

 

W pierwszym meczu Pucharu Wielkich Mistrzów reprezentacja Brazylii w trzech setach pokonała Francuzów, o czym możecie przeczytać TUTAJ, i dopisała do swojego konta komplet punktów. „Przegraliśmy 0:3 i to jest rozczarowujące, ale są pozytywne strony. Biorąc pod uwagę, że do Japonii przyjechaliśmy z kontuzjami, nasza gra w bloku i obronie była dobra i mam nadzieję, że te aspekty przeniesiemy na kolejne mecze” – mówi szkoleniowiec Laurent Tillie. Siatkarze z Francji nie załamują się nieudanym startem rozgrywek, a przyczyn porażki wypatrują w mistrzostwach Europy. „Przegrana jest rozczarowująca, ale myślę, że nadal jesteśmy w szoku po słabym wyniku w mistrzostwach Europy, przez co tracimy pewność w momencie prowadzenia i popełniamy błędy. W naszej grze są jednak pozytywy, pierwsze dwa sety zagraliśmy dobrze i mam nadzieję, że to zaprocentuje w kolejnych spotkaniach” – dodał Benjamin Toniutti. Całkiem inne nastroje panują w szeregach zespołu z Brazylii, który udanie rozpoczął walkę w Japonii. „Przed spotkaniem spodziewaliśmy się, że nie będzie łatwo, więc byliśmy zdenerwowani, ale trudne sytuacje rozwiązaliśmy na naszą korzyść i pokazaliśmy naszą grę. Francja jest silna fizycznie i psychicznie, przez co ciężko się z nimi gra. Teraz skupiamy się na meczu z Włochami” – powiedział kapitan Brazylijczyków, Bruno Rezende. Szkoleniowiec Canarinhos cieszy się z pierwszego zwycięstwa, ale nie z tego, jak zaprezentowali się jego podopieczni. „Niektóre rzeczy można było zrobić lepiej i trzeba je poprawić. Nasz system obrony był jednak całkiem niezły, ale w kolejnym spotkaniu musimy zagrać jeszcze skuteczniej” – skomentował Renan Dal Zotto.

 

 

Trudny mecz na korzyść Irańczyków 

 

Całkiem inny przebiegi miało spotkanie pomiędzy Włochami a Irańczykami, które zakończyło się dopiero po pięciu setach, a relację z niego możecie przeczytać TUTAJ. Ostatecznie mecz padł łupem podopiecznych trenera Igora Kolakovicia, którzy w tym sezonie wcześniej ulegli rywalom 0:3. „Dzisiaj była okazja pokonać ich 3:1, ale przegapiliśmy ją, lecz teraz cieszymy się z wygranej. Przyjechaliśmy tutaj z pewnymi nadziejami i marzeniami, chcielibyśmy zaskakiwać w meczach z silniejszymi przeciwnikami. Dzisiaj sprawiliśmy pierwszą niespodziankę” – mówił po pierwszym meczu szkoleniowiec Irańczyków. Swojego zadowolenia nie krył również kapitan irańskiego zespołu, dla którego wygrana na początku turnieju wiele znaczy. „Graliśmy z nimi pod wielką presją, mieliśmy szansę na zakończenie meczu w czwartym secie, czego nie zrobiliśmy. Tie-braka zagraliśmy z mniejszą ilością błędów, ale nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni usatysfakcjonowany, bo możemy grać lepiej” – zakończył Mir Saeid Marouflakrani. Reprezentacja Włoch jest rozczarowana wynikiem i swoją postawą, ponieważ nie mieli swoich okazji do zakończenia spotkania na swoją korzyść i spodziewali się lepszego rozpoczęcia turnieju. „W większości elementów Irańczycy byli od nas mocniejsi. W tie-breaku zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, ale nasi rywale zagrali bardzo dobrze” – podsumował spotkanie kapitan Włochów, Simone Buti. Taką samą opinię ma szkoleniowiec, Gianlorenzo Blengini, który najbardziej rozczarowany jest tie-breakiem. „Początek meczu nie był najlepszy, a byliśmy zbyt spięci i nie mogliśmy grać dobrej siatkówki. Iran zasłużył na zwycięstwo i to nie jest zaskakujące. Irańczycy od kilku lat grają na wysokim poziomie, a dzisiaj to udowodnili” – mówił po meczu szkoleniowiec Włochów.

 

 

Bezproblemowa przeprawa Amerykanów 

 

Amerykanie bez większych problemów pokonali Japończyków, nie tracąc przy tym żadnego seta, o czym możecie przeczytać TUTAJ. Szkoleniowiec reprezentacji nie ukrywa, że był bardzo ciekawy, jak jego podopieczni zaprezentują się w pierwszym spotkaniu, ponieważ początek turnieju jest zawsze bardzo ważny. „Nie graliśmy zbyt wiele podczas tego lata. Matthew Anderson i Maxwell Holt odpoczywali podczas Ligi Światowej, Aaron Russell był kontuzjowany, więc nie mieliśmy trzech kluczowych graczy, na czym cierpiał Taylor Sander, bo był bardzo obciążony, więc nie mieliśmy jak trenować” – wyjaśnił sytuacją swojego zespołu John Speraw. Szkoleniowiec po pierwszym meczu Pucharu Wielkich Mistrzów najbardziej cieszy się z postawy podopiecznych: „W ostatnich latach inwestowaliśmy w młodzież, a dzisiaj widziałem, że współpracują i idą w tym kierunku, którego oczekiwałem. Chociaż do zespołu wrócili doświadczeni gracze, to nadal jesteśmy drużyną o młodym sposobie gry. Nadal mamy miejsce na poprawę i rozwój, ale mamy mocne fundamenty”.

 

 

 

Źródło: fivb.org/informacja własna